niedziela, 25 października 2009

fotograf mody

Było zimno. Kiedy dokładnie- nie pamiętam -chyba styczeń.


Na dziesiątą rano umówiłem się z wizażystką i modelką na makeup.
Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale często, jak mam jakiś ważny termin, to tuż przed
nim wypada mi tysiąc spraw do załatwienia. Było tak też i tym razem. Musiałem iść do studio - na piechotę - po blendę; tak, moja skleroza dopadła mnie po raz wtóry. A zaznaczę, że studio było kawał drogi od centrum. Nie ma tam tramwajów, ani autobusów. A blenda w fotografii mody jest bardzo przydatna.
Miałem ze sobą jeszcze masę innego sprzętu…ktory pożądnie ciąży na ramieniu. Spieszyłem się bardzo, klnąłem pod nosem, ale niewiele mogłem poradzić na swoją sytuację, poza szybszym przebieraniem nogami- i na tym się skupiłem.
Po tym iście maratońskim wysiłku dotarłem do Patrycji.
Patrzenie na to, jak P. maluje i czesze, picie kawy i żarty...tak, lubię ten etap sesji :D
Po wstępnym ustaleniu jaki ma być makeup, fotograf mody pracujący z Patrycją nie ma zasadniczo jakoś wiele do roboty; modelka w jej rękach jest całkowicie
bezpieczna.
Gdy dotarliśmy na plan zdjęciowy stwierdziliśmy że jest paskudnie chłodno. Było naprawdę nieprzyjemnie. Patrząc na modelkę jak zdejmuje płaszcz i odsłania gołe ramiona, postanowiłem, że to będzie super szybka sesja.
Zacząłem od wynajdywania kadrów w okolicach barek, jednocześnie co chwila podając Asi płaszczyk. Co ciekawe, nikt nie zwrócił nam uwagi, że biegamy po tych łajbach. A naprawdę chciałem poprosić o zgodę, ale nie było kogo.
Zmarznięte dłonie przeszkadzały w operowaniu aparatem, klatek dobrych jak na lekarstwo...Można się wkurzyć.…Ze zrezygnowania i z racji temperatury- w miarę szybko doszliśmy do wniosku, że należy zmienić miejscówkę.
Udaliśmy się na wały. Zdjęcia z tej sesji udostępnia fotograf mody

Praktyka wykształciła obojętność na to, co dzieje się do dokoła w czasie fotografowania, wiec mogliśmy spokojnie robić zdjęcia mody w najbardziej obleganych miejscach miasta.
Zmieniliśmy lokację, każdy fotograf mody powie, ze zmiany wychodzą często na dobre. Tak było też i tym razem. Było jednak tak zimno, że ciężko było w ogóle myśleć i
obsługiwać aparat (szczególnie mamiya-zrobiona w całości z metalu, który od razu łapie niskie temperatury).

Sesja i w tym miejscu odbyła się w ekspresowym tempie. Wszyscy byliśmy bowiem skostniali, a czerwony nos kodelki na zdjęciach nie wychdzi zbyt dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz